Co robicie, gdy weny brak?


Siedzę w fotelu. Przede mną puste, grube kartki i ołówek - drewniany, twardy do szkicowania z oznaczeniem 2H. Dookoła standardowy artystyczny burdel i parująca kawa. Włączony komputer, którego wentylator smutno szumi, wprowadza gęsty, monotonny klimat.

Widok za niewielkim, kwadratowym oknem, które mam na przeciwko siebie, nie pobudza kreatywności. Nieotynkowana boczna ściana przybudówki stanowiącej przedpokój naszego domu, a konkretnie naszej nory, bo tak właśnie zwykliśmy nazywać z żoną to, w czym mieszkamy, swoimi gołymi cegłami odbija promienia słońca, zmieniając ich barwę w lekko pomarańczową. W efekcie nawet o dziesiątej rano w pokoju, w którym pracuje, panuje atmosfera późnego popołudnia. Do tego nie da się przywyknąć, ale innego pokoju, w którym mógłbym pracować, po prostu nie mam.

Piętnaście metrów dalej, za siatką biegnie wiejska ulica. Co jakiś czas, szarpanymi przez poranną delirkę krokami, niczym zombie, toczą się miejscowe pijaczki. W milczeniu, z opuszczonymi głowami idą na "śniadanie" do sklepu.

Myślę sobie - no to kreatywnie, psia krew. Siedzę i wlepiam niechętne spojrzenie, raz w okno, raz w pustą kartkę. Ołówek leży nieruchomo na biurku, jakby przed chwilą zdechł, wentylator szumi, kawa stygnie, cegły zamieniają ranek w popołudnie, zombie się toczą, a ja zabijam gwoździa jak jasna cholera i nic.

Na taki stan umysłu nie mam lekarstwa. Po kilku tygodniowym maratonie moja kreatywność po prostu mówi do mnie wyraźne - stop! I co gorsza, znam siebie, znam ten stan i wiem, że nie potrwa to jeden dzień, wiem, że to postój na tydzień i nic tego nie zmieni.

Całe szczęście, przez te wszystkie lata komercyjnej pracy twórczej nauczyłem się z tym nie walczyć. Nie da się na siłę stworzyć czegoś dobrego. Nigdy nic mi z takich prób pokonania słabości jeszcze nie wyszło. Jedynym efektem takiej walki było stracenie sporej ilości czasu.

Dziś wolę ten czas poświęcić na dowolną formę odpoczynku. Pewnie niektórzy się zdziwią, bo często tą formą odpoczynku jest rysowanie, ale nie na zlecenie, a to ogromna różnica.
Najczęściej jednak są to wyprawy w naturę. Pakujemy się z naszymi psami w naszego starego kombiaka i jedziemy przed siebie, bez większego celu.

Całe szczęście obydwoje mamy taką pracę, że nic nas nie trzyma w jakichkolwiek ramach czasowych i jak jedno z nas ma "zawias" to drugie może bez problemu oderwać się od pracy i też odpocząć.

U mnie tak to właśnie wygląda, gdy moce kreatywne na chwilę mnie opuszczają, po prostu pozwalam im na to. Nie walczę z tym i dla mnie osobiście jest to jedyne rozsądne rozwiązanie na brak popularnej weny.

A Wy jak sobie radzicie z brakiem weny ?

2 komentarze:

  1. Problem stary jak świat w każdej branży kreatywnej. Ja co prawda nie rysuję, ale robię inne rzeczy graficzne. Kiedyś zebrałem kilka porad w punktach, więc żeby nie kopiować, pozwolę sobie na linka, jeśli można: http://kidaj.ad3.eu/jak_sobie_radzic_z_brakiem_inspiracji.html

    Polecam zwłaszcza ostatni punkt, zawsze się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No powitać Ciebie u siebie, to dla mnie zaszczyt :) Wiele lat temu zaczytywałem się w twoich felietonach do Computer Arts. Dobrze znam twoją twórczość i robale wymiatają :) Także nie gadaj, że nie rysujesz. Pozdrawiam.

      Usuń

TOP