Potrafię rysować, ale jak zarobić na rysowaniu?


Potrafię rysować, ale nie potrafię na tym zarobić. To powszechny problem wielu osób z niebywałym warsztatem w rękach. Czasami zdarzy mi się porozmawiać z kimś, czyje rysunki przypominają mi o tym, jak wiele nie potrafię. Wtedy najlepszym wyjściem dla mnie byłby telefon do naprawdę dobrego psychologa. Większego jednak szoku doznaję w momencie, gdy dowiaduję się, że ta osoba, która swoimi rysunkami znokautowała mnie zanim podniosłem rękawicę, pracuje w biedronce na kasie, bo nie potrafi zarobić ani grosza na własnym talencie. Po prostu dramat. Co jest przyczyną tego dramatu? Tak się składa, że miałem okazję się dowiedzieć.

Rysuj z natury! Rysuj z wyobraźni! Nie rysuj ze zdjęć!

Do napisania tego artykułu zmotywowały mnie ostatnie dyskusje z użytkownikami grup artystycznych na Facebooku i z czytelnikami mojego bloga. Co niektóre dyskusje były dość burzliwe, inne cechowały się wzajemnym zrozumieniem i spojrzeniem na temat w bardzo podobny sposób. Tak czy inaczej, wnioski z tych dyskusji prowadzą do jednego stwierdzenia. Z praktykowaniem hiperrealizmu trzeba uważać. Zapewne trochę osób już mnie od tej strony zdążyło poznać, dlatego, zarówno wcześniej, jak i teraz nie będę
ukrywał, że jestem przeciwnikiem hiperrealizmu. Uważam ten nurt za stratę czasu. Z drugiej strony, bardzo szanuję umiejętności osób, które opanowały warsztat na takim poziomie, by rysować lub malować hiperrealistycznie. Wiele razy to podkreślałem. Hiperrealizm wymaga bowiem od autora niebywałej wrażliwości i precyzji. Jednakże uważam, podobnie jak wielu innych artystów, że rysunek hiperrealistyczny zabija kreatywność. Przykre to, ale prawdziwe. Dzieje się tak tylko z jednego powodu. Tym powodem są zdjęcia. Innymi słowy - droga na skróty, która prowadzi w niekreatywną próżnię.

PO PRACY - nowy dział na blogu i 50 km rowerem przez przypadek.

Przymierzałem się do tego kroku już od jakiegoś czasu. Czegoś brakowało mi na tym moim blogu, chyba po części mnie samego. Ktoś jakiś czas temu zarzucił mi, że mój blog jest bezwartościowy, że nabijam - jak to się wyraził "klikabajty", i że ogólnie całość jest, cytuję: "auto-tendencyjna". Przyznam się bez bicia, nie znałem tego określenia wcześniej, choć jakoś zbytnio nie doskwierał mi ten stan rzeczy.
Pomyślałem. Blog auto-tendencyjny...Hmm.  A przepraszam, niby jaki ma być blog?
Przecież to moje miejsce, stworzone przeze mnie i o mnie. O mojej pracy, marzeniach, pasjach i o wszystkim tym, czym mam ochotę się podzielić z czytelnikiem, który z własnej, nieprzymuszonej woli ma ochotę to czytać. Owszem, trochę porad czasem jest, ale nie można zapominać o tym, że ponad wszystko jest to blog, a nie serwis branżowy. Toteż wracając do pierwszego zdania, pomyślałem, że co jakiś czas wrzucę relację z tego, jak spędzam sobie czas wolny. Ktoś powie pewnie, a co mnie to interesuje? No dokładnie. Drogi, potencjalnie oburzony Czytelniku. Jak Cię to nie interesuje, to z końcem tego zdania zakończ czytanie tego wpisu.
Ciąg dalszy dla tych jednak otwartych i ciekawych.

Proces projektowania postaci to ciekawa przygoda.



Projektowanie postaci to fajna sprawa dla ilustratora, a staje się jeszcze fajniejsza, gdy mam szanse zobaczyć zaprojektowane postacie wcielone w życie. Jakiś czas temu właścicielka serwisu parentingowego Aktywnedzieciaki.info zamówiła u mnie serię tzw. memów. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie łączyło się to z koniecznością opracowania indywidualnej charakterystyki rysunku i oczywiście opracowaniem postaci. W kwestii opracowania stylu rysunku miałem wolną rękę. Klientka wyszła z założenia, że ja, jako "doświadczony rysownik" najlepiej będę wiedział, co robić i nie narzucała mi preferencji.
Natomiast co do postaci, to już nie była tak łatwa sprawa. Tutaj charakterystyka była konkretna i jasna, a sama droga do celu okazała się być ciekawym wyzwaniem . W dalszej części artykułu kolejne etapy projektowania postaci rysunkowej. Zapraszam.

Najważniejsze to robić to, co się kocha!



Wiem, wiem. Ilustracja nagłówkowa nie pasuje do tytułu, ale obiecuję wszystko wyjaśnić.
Różne rzeczy w życiu robiłem - jak to z patosem mawiają starsze osoby - "z niejednego pieca w życiu chleb jadłem". I rzeczywiście tak było. Byłem agentem ubezpieczeniowym, byłem ochroniarzem ( no bardziej stróżem z napisem ochrona na plecach ), raperem, pracowałem na etacie jako grafik komputerowy, byłem wodzirejem na wszelakich imprezach, projektowałem strony internetowe i nadal to robię, no i oczywiście, ponad wszystko - rysuję. O pracy rysownika i ilustratora marzyłem od dzieciństwa. Osiągnięcie tego celu zajęło mi wiele lat, ale jak widać - udało się.
A wiecie, co łączy te wszystkie zajęcia, za jakie się łapałem ?

Autorska umowa o dzieło dla artysty - Jak umówić się z klientem, żeby nie było z tego problemów?


Artysta to nie zawód. W mniejszym lub większym stopniu to stan umysłu. Każdy z nas jest inny, jeden będzie postrzelony jak Tygrysek z Puchatka, drugi zamulony jak Osioł, ale niemal wszyscy mamy problem z kilkoma rzeczami. Z formalnościami, z terminami i z własnym ego. Okiełznanie tych słabości to konieczność, jeżeli chcemy żyć z naszych talentów i nie mieć opinii zdolnych krętaczy. Terminów za Was nie dotrzymam, mogę jedynie pilnować swoich. Waszego ego nie pohamuje - ciągle walczę z własnym, ale mogę podpowiedzieć w kwestii formalności, bo na tym gruncie już jakieś doświadczanie zdobyłem. Niestety, nie obyło się bez bólu. Nie raz dałem plamę jak bałwan na wiosnę, całe szczęście było to dawno i już nikt o tym nie pamięta (mam nadzieję). 

OKO

Nie wiem z jakiego powodu wszyscy tak bardzo lubią rysunki oczu. Nigdy nie rysowałem samych oczu, więc pomyślałem, czemu nie. Zacięcia do długiego pieszczenia jednej ilustracji nigdy nie miałem, to też powyższa też nie jest dopieszczona. Poświęciłem na ten rysunkiem nie więcej niż piętnaście minut, po prostu chciałem sprawdzić jak to jest narysować samo oko :) Drugiego nie narysuję. 

Rzucił ciepłą posadę na etacie i został rysownikiem - Prawdziwa historia rysownika. CZ.1


Rzuciłem etat. Tak dokładnie zrobiłem. Kiedy to się stało nie było jednak tak przyjemnie, odczuwałem raczej coś na kształt życiowej tragedii. W jednej chwili zostałem bez pracy i tak naprawdę bez żadnych perspektyw.
Powiedzmy sobie szczerze, dla byłego rapera, którego kariera urwała się dnia na dzień, na dodatek dla ex rapera po plastyku świat nie wydawał się zbyt kolorowy - Naprawdę, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić...

OPOLE 2017


Jestem apolityczny, ale kwestia festiwalu w Opolu poruszyła mnie do żywego. Z drugiej strony wiem, że taki kubeł zimnej wody był potrzebny i trzymam kciuki za artystów, którzy mieli odwagę powiedzieć "dość".

Czy też czasami Was skręca na wiadomość o czymś?


W ostatnim czasie miałem trochę takich popieprzonych sytuacji, które sprawiły że nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić żeby uzewnętrznić swoją frustrację. O niektórych z nich napisałem na blogu, a inne po prostu przemilczałem. Dziwnym zbiegiem okoliczności wpadł mi pod rękę rysunek, który narysowałem już stosunkowo dawno, prawdopodobnie z okazji innej serii słabych wydarzeń, które musiały mnie mocno poirytować. Szerze mówiąc kompletnie zapomniałem o tym rysunku. Akurat sprzątałem komputer,a tu nagle proszę! Idealnie rysuneczek wkomponował mi się w sytuację. Wkurwiony, szalony, nieskrępowany etykietą, histeryczny gość, którego poskręcało z irytacji, bo ręce do piwnicy opadły mu już dawno.
Pozdrawiam.
TOP