Rzucił ciepłą posadę na etacie i został rysownikiem - Prawdziwa historia rysownika. CZ.1


Rzuciłem etat. Tak dokładnie zrobiłem. Kiedy to się stało nie było jednak tak przyjemnie, odczuwałem raczej coś na kształt życiowej tragedii. W jednej chwili zostałem bez pracy i tak naprawdę bez żadnych perspektyw.
Powiedzmy sobie szczerze, dla byłego rapera, którego kariera urwała się dnia na dzień, na dodatek dla ex rapera po plastyku świat nie wydawał się zbyt kolorowy - Naprawdę, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić...


Tak, to nie pomyłka przez wiele lat byłem raperem, choć sam o sobie nigdy tak nie myślałem. Muzyka była dla mnie po prostu kolejną formą wyrażania samego siebie, a że trafiło na hip-hop. Cóż.
Nie był to jakiś przemyślany wybór, z perspektywy czasu myślę, że była to naturalna droga. Zawsze lubiłem pisać, pisałem więc teksty, a że śpiewam jak pijany niedźwiedź, to zacząłem rapować. I się utarło, że ja to raper. Tak postrzegało mnie środowisko muzyczne i słuchacze.
Jakieś tam większe i mniejsze sukcesy wpadły do życiorysu, kilka utworów co niektórzy cenią sobie po dzień dzisiejszy. Jednak moja przygoda z muzyką i dużymi scenami skończyła się niemal z dnia na dzień. Dziś cieszę się, że tak się stało, ale też cieszę się z doświadczenia, jakie zyskałem przez lata spędzone w branży muzycznej.

Nie mowie o tym na lewo i prawo, a właściwie nigdy o tym nie mówię i zapewne wielu moich znajomych po przeczytaniu tego tekstu będzie w ciężkim szoku. Przepraszam, że dowiadujecie w ten sposób, ale lubię pewne etapy życia zamykać i odkładać na półkę. Nie sposób jednak opowiedzieć tej historii, nie odkrywając pewnych kart przeszłości.

Wracając do punktu wyjścia. Wyglądało to następująco: Kariera muzyczna się rypła, miałem wtedy 27 lat. Lecąc na oparach popularności i tym, że w moim mieście jeszcze coś tam znaczyłem, a raczej byłem traktowany w kategoriach egzotycznej ciekawostki, znalazłem sobie pracę w Centrum Kulturalnym w Przemyślu jako grafik komputerowy. Nie uprawiając czynnie zawodu od ponad siedmiu lat, moje umiejętności pozostawiały wiele do życzenia. Postanowiłem jednak zacząć szlifować warsztat, odzyskać sprawność w rysunku, która przez lata zastygła i przede wszystkim zdobyć aktualną wiedzę, bo ta, którą miałem w głowie, już dawno stała się historią.

W CK spędziłem trzy fajne lata, czas ten poświęciłem w całości  na naukę. Swoboda, z jaką wtedy chłonąłem wszystko, co mi wpadło w łapy, dzisiaj jest dla mnie czymś niepojętym. Trzy lata intensywnego, a wręcz obsesyjnego samokształcenia się przyniosły niesamowite efekty. Każda publikacja, książka, kurs, artykuł, czy okazja do wykonania kolejnego projektu - nie przepuściłem nic, co dawało mi możliwość rozwoju. Chciałem wiedzieć wszystko, znać każdy program komputerowy i każdy trik graficzny. Czasopismo Computer Arts stało się moim elementarzem, artykuły dosłownie studiowałem.
Zacząłem interesować się web designem i brandingiem, po jakimś czasie obie dziedziny
stały się moją wielką pasją. Postanowiłem, że nauczę się programować. I wiecie co? Cholera, nauczyłem się i to był pierwszy krok w stronę wolności i nowego życia.
cdn.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP