Straciłem domenę mojego bloga! Nie było szans na przechwycenie!


Nie lubię się tłumaczyć, ale tutaj jednak wyjaśnienia się należą. Prawie pół roku nieaktywności bloga. Całkowitej nieaktywności, bo strona po prostu przez pół roku nie istniała. Co się takiego stało? Niby nic takiego, ale konsekwencje były srogie. Zamieszanie, jakie ostatnio otacza mnie z każdej strony związane z naszą mocną dzielnością przy kilku projektach jednocześnie, poskutkowało przeoczeniem, które o mały włos doprowadziłoby do tego, że blog rysowniczy pod utartą nazwą przygody rysownika definitywnie stałby się historią. Już nie przedłużając, po prostu przespałem termin płatności za domenę. Żeby tego było mało, zagraniczna firma handlująca domenami gwizdnęła mi moją domenę sprzed nosa i to z prędkością światła. Nie miałem szans na jej przechwycenie. I tu zaczęła się długa walka o przyszłość mojego bloga. Kto chętny poznać historię naciągania się z "kradziejami" mojej domeny - zapraszam dalej. :)

Rzecz jasna domeny nikt mi nie ukradł w ujęciu powiedzmy prawnym. Ale nowoczesne boty, którymi posługują się firmy handlujące domenami do ich przechwytywania, nie pozostawiają nam, czyli byłym właścicielom domen, najmniejszych szans na normlane odzyskanie swojej domeny. Jak to wygląda? Nie będę się wdawał w aspekty techniczne cyklu życia domeny, bo podobno tak to się fachowo nazywa (dowiedziałem się), ale w dużym skrócie opowiem, jak to było.

W momencie gdy przegapicie już wszystkie możliwe przypomnienia o zbliżającym się terminie płatności, którymi zasypie Was operator i gdy już domena przejdzie w okres karencji i ten okres minie, zaczynają się poważne problemy. Wasza domena przechodzi do ogólnie dostępnej puli wolnych domen. W normalnym świecie, czyli jeszcze kilka lat temu, nie było aż takiego stresu, bo mało prawdopodobny był scenariusz, że ktoś by się zainteresował tak specyficzną domeną, jak Wasza. Więc jak już domena trafiła do puli domen wolnych, to można było na spokojnie sobie ją przejąć i odzyskać. Dziś nie ma tak łatwo. Powstała masa firm, która zwęszyła dobry biznes na takich gapach jak ja. 

Firmy te to oczywiście firmy z branży IT uzbrojone w najnowocześniejszą technologię i oprogramowanie. Do przechwytywania atrakcyjnych domen, które nagle się uwalniają i wskakują do puli domen wolnych, mają programy śledzące, które w ułamku sekundy dokonują przejęcia i rejestracji domeny. Normalny człowiek nie ma najmniejszych szans na uprzedzenie takiego bota. Po czym, jak wklepujecie adres Waszej domeny w przeglądarkę, w moim przypadku www.przygodyrysownika.pl, Waszym oczom, a w moim przypadku moim oczom ukaże się informacja, tak jak mi się ukazała, że domenę mogę odkupić za jedyne 400 dolarów! 

Co Ku@#$wa?!! ...i jeszcze tak 100 razy każdego dnia przez kolejny tydzień. Nie no, katastrofa! Blog który prowadzę od tylu lat, idzie na zieloną trawkę. Nie stać mnie na wywalenie 1600 zł na domenę. Co robić, co robić? Kupiłem zastępczo domenę przygodyrysownika.com i pomyślałem, no trudno, jakoś to przetrawię.

Gdy moje emocje trochę opadły i wróciło w miarę trzeźwe myślenie, wpadłem na pomysł. Prosty bardzo, ale z mojego punktu widzenia logiczny. Moją domenę gwizdnęła mi firma z Bułgarii i chcieli ją sprzedać komuś. Domeny po kropce PL no wiadomo, że nie kupiłby nikt spoza Polski. A idąc moim tokiem rozumowania, przecież nikt zdrowo myślący nie chciałby kupić domeny przygodyrysownika.pl - bloga może nie z najwyższej półki, ale już utartego od lat w Internecie. Mało prawdopodobne. Taką argumentację wysłałem do tej firmy w prywatnej wiadomości i zaproponowałem dużo, dużo niższą stawkę. Przekonując, że jak ja nie kupię tej domeny, a oni nie zgodzą się na moją propozycję ceny, to nikt jej nie kupi i zostaną z nic dla nich nie wartą domeną na długie lata. Dodałem jeszcze, że jeżeli się nie zgodzą na moje warunki, ja to jakoś przeżyję i bloga poprowadzę sobie na domenie przygody rysownika z końcówką COM i tyle.

I wiecie co? Zadziałało. Moją domenę odzyskałem za niecałe 400 zł. Ok. To nadal dużo więcej niż normalne ceny domen w Polsce, ale to już nie bandyckie 400 dolarów. To wszystko. Domenę odzyskałem i dzisiaj mogę do was pisać z mojej starej dobrej domeny przygodyrysownika.pl. 

Dbajcie o swoje domeny i w tych popieprzonych czasach dbajcie przede wszystkim o siebie. No i warto walczyć i negocjować, nawet w wydawałoby się beznadziejnych przypadkach. Przygody rysownika wracają z nową energią. Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło. BAY! 

A i jeszcze na koniec dwa zdania.

W między czasie bardzo dużo się u nas działo. Napiszę o tym więcej w następnych tekstach, ale już teraz zapraszam wszystkich na nasz mocno rysunkowy projekt edukacyjny Fikoty. Na facebooku to już nie mała społeczność. O projekcie możecie również przeczytać na stronie www.fikoty.pl.  

1 komentarz:

  1. Cieszę się bardzo ze się udało, a sam wiem, że niestety gapowe się płaci.

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczny za każdy konstruktywny komentarz lub pytanie, na które z chęcią odpowiem. Natomiast jeżeli jesteś "heiterem" to szkoda twojego czasu, po prostu skasuję twoje wypociny.

TOP