Autorytety cz.1 - Milton Glesar i Jim Lee - czyli artyści, którzy są dla nas wzorem.


Zapewne każdy z nas ma w głowie portrety ludzi, którzy są uosobieniem pewnej doskonałości, wartości godnych naśladowania. Takie osoby są dla nas autorytetami, Moim zdaniem warto o autorytetach rozmawiać. Przybliżać sobie nawzajem ich sylwetki i twórczość oraz czerpać z ich dorobku pełnymi garściami.

Widomą rzeczą jest to, że będąc rysownikiem, moimi wzorami będą inni - ogółem mówiąc -artyści.
Nie ma sensu, bym klepał tutaj życiorysy tych postaci. Jeżeli kogoś zainteresuje któryś z przedstawionych przeze mnie artystów, to pewnie na własną rękę, równie sprawnie, zgłębi sobie wiedzę na temat danej persony.

Postanowiłem wymienić, w pierwszym artykule z tego cyklu, dwóch moich ulubionych artystów, a jedynym co o nich napiszę będzie to, co urzekło mnie w ich twórczości. Kolejność kompletnie przypadkowa, więc nie doszukujcie się tutaj żadnej hierarchii. 

Milton Glaser




Ikona designu, dla mnie osobiście niedościgniony gigant. Kariera tego człowieka rzuca na kolana, a niektóre jego dzieła zna po prostu każdy z nas, i to od dziecka. Nie przesadzam od najmłodszych lat jesteśmy otaczani projektami tego gościa i nawet o tym nie mamy pojęcia. Zaprojektować tak ponadczasowe, uniwersalne symbole, to jest naprawdę coś, przez duże COŚ. Dziś ten człowiek jest już naprawdę wiekowym starszym Panem i o dziwo nadal prowadzi aktywne życie zawodowe. Więcej o sylwetce tego artysty znajdziecie oczywiście na jego oficjalnej stronie: https://www.miltonglaser.com/




Jim Lee




Popularny i genialny - oczywiście dla mnie - rysownik. Gość, który zrewolucjonizował swoim niecodziennym, a przy okazji bardzo przystępnym stylem, sposób rysowania komiksów . Dzisiaj styl "na Jima Lee" jest już standardem i nikt nie zwraca już na to uwagi. Jim Lee zyskał wielu naśladowców, przede wszystkim dlatego, że komiksy ilustrowane przez niego biły rekordy sprzedaży, a Jim - tak rysujący - był tylko jeden. Pisałem, że nie będę przybliżał biografii moich autorytetów, ale w tym konkretnym przypadku ciężko o biografii nie wspomnieć. Szczególnie, że mi osobiście jest bardzo bliska, ale o tym pewnie kiedyś napiszę. Jim Lee jest gościem, który po prostu zrealizował swoje marzenie. Rodzice pokładali w nim swoje ambicje, ich Jim miał zostać lekarzem. Wysłali więc chłopaka na medycynę. Ten, ku niezadowoleniu rodziny, na drugim roku studiów zrezygnował z noszenia białego kitla na rzecz swojej pasji, czyli rysowania komiksów. Dalsze losy Jima Lee polecam odkrywać na własną rękę :)







Niebawem napiszę o dwóch następnych postaciach, które zachwyciły i ciągle zachwycają mnie swoją twórczością. Tymczasem piszcie w komentarzach o swoich autorytetach.
Bay. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP