I rysownik stał się firmą cz.1 - Kiedy zacząć myśleć o działalności gospodarczej, a kiedy lepiej zostać na umowach o dzieło. Co zyskujemy i co tracimy.

Dzień dobry wieczór. To chyba moja najdłuższa przerwa od momentu kiedy postawiłem na łamach tego oto bloga pierwszą literę. Wiem, że całkiem spora grupa osób odwiedza mnie regularnie i też zdaję sobie sprawę, że pewnie wielu stałych bywalców przestało mnie odwiedzać, ze względu na nudy jakimi zaczęło wiać na przygodach rysownika. Wydawać by się mogło, że rysownik przestał mieć przygody. Powiem, że to paradoks niebywały, bo to właśnie ilość tych przygód sprawiła, że nie miałem czasu o nich pisać. Największą przygodą, jak się domyślasz po tytule tego wpisu, było to, że rysownik założył firmę.


Tak, dokładnie tak. Skończyły się czasy beztroskiej freelacerki, a zaczęło się coś znacznie poważniejszego. Tylko czy tak naprawdę założenie firmy, będąc rysownikiem i ilustratorem od tylu lat, coś zmieniło w moim życiu? A zmieniło i to sporo, i o tym właśnie chcę opowiedzieć, i to ze szczegółami. Chcę to jednak zrobić porządnie i postanowiłem cały temat rozbić na kilka konkretnych artykułów. Myślę, że wiele osób z kreatywną głową zastanawia się nad tym krokiem. A ja mam już go za sobą, więc jak masz jakieś pytania w tej materii, pisz do mnie śmiało.

Dzisiaj poruszę temat, myślę fundamentalny w kwestii przejścia na działalność gospodarczą, czyli kiedy. Kiedy jest ten dobry moment? Kiedy jest za wcześnie na przejście na działalność i lepiej zostać na umowach o dzieło? Jedno jest pewne, za późno nie jest nigdy!


Kiedy jest dobry moment?

Pominę rozprawkę nad tym, czy planujesz związać swoją przyszłość z tym zawodem na stałe, czy chcesz się rozwijać. Zakładam, że te rozterki masz już z głowy i teraz myślisz na tym, co dalej robić z tym talentem i umiejętnościami.

Moim zdaniem podstawą jest skala, w jakiej działasz. Jeżeli zleceń jest niewiele i wpadają po prostu raz na jakiś czas, to lepiej siedzieć na umowach o dzieło, bo nie utrzymasz firmy i siebie w płynności finansowej. Jeżeli temat przejścia na samozatrudnienie wydaje ci się być ogromną górą do pokonania, to jasny sygnał dla ciebie, że nie jesteś jeszcze na to gotowy. Konsekwencją zbyt pochopnego i nieprzemyślanego wskoczenia na działalność gospodarczą mogą być co najmniej problemy finansowe.

Własna firma - według mnie, to po pierwsze stan umysłu, a dopiero potem formalności, podatki, urzędy i ta cała nieprzyjemna reszta, której wszyscy się boją jak ognia. Jeżeli czujesz, że przejście na działalność to nic takiego, to właśnie jest dobry moment, bo będzie to naturalną koleją rzeczy, a nie wymuszonym skokiem na głęboką wodę bez koła ratunkowego.
Sam po sobie wiem, że jeszcze rok czy dwa lata temu nie byłem na to gotowy i tylko bym sobie problemów narobił. Także naprawdę trzeba się dobrze rozmówić z samym sobą.

Zaplecze.

Najważniejsza jest skala, bo to ona nas pozycjonuje i pokazuje jasno, czy już pracujemy, czy jeszcze sobie dorabiamy. Własna firma to po prostu praca. Dużo intensywnej pracy. Owszem, wszyscy jesteśmy w pewnym sensie artystami i cały czas tworzymy, ale jednak praca kreatywna to nadal po prostu praca. Bez odpowiednich narzędzi nie osiągniemy profesjonalnych rezultatów, a sama praca będzie zbyt męcząca. Żeby tak się nie działo, potrzebny jest odpowiedni sprzęt, a ten - jak zapewne dobrze wiesz - jest kosmicznie drogi.

Dlatego, zanim podejmiesz decyzje o przejściu na działalność gospodarczą, warto zbudować sobie odpowiednie zaplecze sprzętowe i marketingowe. Nie było by zbyt dobrze, gdybyś na samym początku działalności zajmował się kompletowaniem sprzętu, a nie zarabianiem pieniędzy.
Jeżeli do tej pory nie udało ci się z własnych środków zakupić odpowiedniego sprzętu, zawsze można poszukać odpowiedniego wsparcia dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą. Ja tak zrobiłem. Złożyłem wniosek do urzędu pracy o jednorazową pomoc finansową dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą.
Czytając wcześniejsze moje wpisy mogłeś się dowiedzieć, że sporo profesjonalnego sprzętu już wcześniej udało mi się własnymi siłami zakupić. Pomyślałem jednak, że szkoda by było zmarnować okazję do uzyskania darmowej gotówki i zakupu najnowszego sprzętu, który jest naprawdę drogi.
Złożyłem wniosek, dostałem dotacje, sprzęt kupiłem i pracuję na nim, piękna sprawa.

Co do automarketingu, to o niego trzeba już sobie zadbać osobiście, ale to chyba osobny temat. Jeżeli ktoś by chciał, żebym napisał na ten temat, to pisać w komentarzach.

Co jeszcze w temacie zaplecza? Oprogramowanie, ten temat jest już bardziej oparty o preferencje własne niż o standardy, można taniej, można drożej. Jeżeli to czytasz, to znaczy, że już dawno wybrałeś swoje ulubione oprogramowanie do pracy, więc nie ma co doradzać.

( Jeżeli kogoś by interesował temat składania wniosku do UP od strony charakterystyki naszej branży, piszcie w komentarzach - co mogę, to pomogę.)

Co tracimy, a co zyskujemy?

Zakładając, że wcześniej pracowaliśmy na umowach o dzieło, czyli przekazując prawa autorskie majątkowe na zleceniodawcę, płaciliśmy - w dużym uproszczeniu mówiąc - jedynie 9% podatku. Prosto parząc, to bardzo korzystny układ.
Kiedyś sam się bałem tego, że przechodząc na działalność, stracę te 9% i trzeba będzie płacić od każdego zlecenia pełny podatek dochodowy. Rzeczywistość jest taka, że owszem, wyjściowo mamy do zapłacenia 18% podatku dochodowego, ale możemy go sobie optymalizować kosztami prowadzenia działalności, co w rezultacie może się okazać o wiele korzystniejsze niż w przypadku podatku za umowy o dzieło.
Nie zachęcam do nieustannego kombinowania i szukania sobie kosztów z kosmosu, bo prowadzenie firmy powinno polegać na uczciwym zarabianiu pieniędzy, a nie na nieustannym szukaniu kosztów. Jak swoją energię poświęcisz na pracę, to będzie cię stać na podatki, a koszty, które pozwolą te podatki zmniejszyć, znajdą się tak czy inaczej. W każdym razie z tymi podatkami to nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Zyski z założenia firmy - jakie są?

Pomińmy finansowe, bo finanse nie zmienią się jakoś diametralnie, no chyba, że nagle zaczniesz orać ja wół, to wiadome, zaczniesz więcej zarabiać, ale nie polecam, bo w naszej branży o wypalenie nie trudno. Ja osobiście zyskałem więcej spokoju niż miałem, poczucie stabilizacji i paradoksalnie więcej czasu dla siebie. Własna działalność nałożyła na mnie mimowolnie poczucie obowiązku i pewnych ram czasowych. To coś, czego nie potrafiłem wcześniej od samego siebie wyegzekwować. Zauważyłem też, że klienci inaczej patrzą na człowieka, który jest "przedsiębiorcą" niż na człowieka, który dorabia na umowach śmieciowych. Niestety, tak już jest. Nie wiem czy to źle czy dobrze, ale na pewno motywujące.

Podsumowanie.

Jeżeli czujesz się na siłach i nie przeraża cię wizja zorganizowanego i poukładanego życia zawodowego z odrobiną dotykowych obowiązków i małym workiem formalności, to firmę zakładaj i nie czekaj na nic.
Jeżeli jednak masz wątpliwości, to poczekaj do momentu, kiedy ich nie będziesz miał. Własna firma to piękna sprawa, o ile tylko to czujesz, inaczej będziesz się po prostu męczył.
W następnym wpisie z serii "I rysownik stał się firmą" napiszę o tym, jak się przygotować do założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. Powiem tylko tyle. Jest o czym pisać.

Bay.


1 komentarz:

TOP