Rysowniku nie bądź naiwny! Nie daj się korporacjom!


Heyo.
Sytuacja dosłownie z przed chwili, która dała mi tylko potwierdzenie tego, co i tak czułem, że będzie miało miejsce. Słuchajta... 
- Wczoraj przed południem dzwoni do mnie człowiek. Bardzo pozytywnym i zdecydowanym tonem pyta mnie o wykonanie zlecenia. Człowiek ten okazuje się być reprezentantem bardzo dużej korporacji medialnej i przedstawił siebie,jako osobę decyzyjną w temacie.
Ok, więc uzgodnienia, uzgodnienia, uzgodnienia i generalnie wszystko super. Okazało się, że chodzi o 40 prostych rysunków anatomicznych z tym, że na poniedziałek, czyli czas na realizację ekstremalnie mały, bo raptem 4 dni pod warunkiem, że rzucę wszystko, co obecnie robię i zajmę się tylko tym zleceniem.
No dobra, myślę - mogę to zrobić.

Podałem cenę, reprezentant korporacji się zgodził na kwotę, ale gdy powiedziałem, że chcę zadatek i że bez zadatku nie będzie współpracy, to poczułem, że go to zmroziło.
- Jak to tak ? zapytał zdziwiony.
- Proszę Pana, nie znam Pana, ani firmy, którą Pan reprezentuje. Słyszymy się pierwszy raz i podejmujemy współpracę po raz pierwszy, nie wiem czego się mogę spodziewać. Oczekujecie od mnie zlecenia w trybie ekspresowym, więc w takiej sytuacji muszę rzucić wszystko, co robię i zająć się tylko pracą dla was. Proszę zrozumieć, że muszę się jakoś zabezpieczyć. A wyobraźmy sobie sytuację, że wam się zmienią w piątek plany wydawnicze i stwierdzicie - sorki rezygnujemy. Ja zostanę z niczym.

Mój argument podziałał. Pan reprezentant przyznał mi rację i stwierdził, że nie ma problemu, ale nie zdąży już dzisiaj z umową i z przelewem zadatku, bo oczywiście księgowa już zamknęła przelewy na dziś.

Myślę sobie: - Dobra, jutro, nie ma problemu.
- Proszę mi tylko powiedzieć, czy mogę być pewny zlecenia, bo w razie gdyby ktoś inny zadzwonił o szybką robotę, to już go nie wezmę.

-Tak, tak. To już jest pewne, może Pan zaczynać rysować jutro, tylko dopełnimy formalności - powiedział Pan reprezentant, zadowolonym i pełnym wiary w swoje słowa tonem.

Prawie mu uwierzyłem, ale rysowania nie zacząłem. Znam życie i zostawiłem sobie margines tolerancji. Pawiem szczerze, że bardzo chciałem mu wierzyć, ale było coś, co całą piękną i konkretną rozmowę stawiało pod znakiem zapytania. Tym czymś jest - KORPORACJA.

A w tej korporacji ten Pan, który jest tylko reprezentantem i choćby nie wiadomo jak był pewny swojej decyzyjności, zawsze znajdzie się ktoś decyzyjny bardziej.
Trochę jak z nastolatkami na podwórku, którzy między sobą budują hierarchię, która jest niczym w obliczu głosu z okna
- Janek! Natychmiast do domu.
W tym momencie Janek, któremu przed chwilą wydawało się, że jest tak ważny na swoim podwórku, spuszcza głowę i mówi:
- Tak Mamo.
A jego wcześniejsze zapewnienia, które dawał kolegom - że dzisiaj cały dzień będą biegać - stają się nic nie warte.

Dokładnie tak się stało z Panem reprezentantem, dzisiaj o 9 rano napisał mi maila, że firma nie dostała zgody na przedpłatę.
Szkoda, ale trudno - nie podejmę współpracy w ciemno. Dochodzenie należności od korporacji może trwać miesiącami, a mnie na to nie stać - Tyle.

Zostawiam was z tym, nie będę pisał dalej o swoich przemyśleniach na ten temat, każdy niech sobie swoje stanowisko sam dopowie.

Bay! - pawelblonski.pl








2 komentarze:

  1. Pracowałam w korporacji i powiem Wam, że ten hejt na korpo robi się już nudny.
    U nas też były pewne procedury dotyczące płatności, też były osoby mniej i bardziej decyzyjne, też zdarzało się odwoływanie zleceń, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby firma (ta straszna, straszna korporacja) nie zapłaciła zleceniobiorcy za pracę, którą zaczął już wykonywać. I w przypadku opisanym w artykule też byśmy takiej przedpłaty nie uiścili - nie ze złej woli, bo rozumiem zleceniobiorcę, że chce mieć pewność co do płatności za zlecenie, ale dlatego, że po prostu nie byłoby to możliwe z dnia na dzień, bo przelewy były wysyłane raz w tygodniu.
    Tutaj nie chodziło o to, że korpo nagle odwołuje zlecenie (wiem, że to nagminne i gdyby o to chodziło w opisywanej sytuacji, byłabym całkowicie po stronie autora), tylko o problem z przedpłatą - jak rozumiem, to była jedyna blokada przed nawiązaniem współpracy.
    Czym się kończy taka sytuacja? Korpo chwilowo nie ma komu zlecić wykonania usługi, ale pewnie kogoś sobie znajdzie, tymczasem potencjalny zleceniobiorca pewnie ma co robić, ale intratnego zlecenia już nie dostanie, być może zamknął sobie też drogę do przyszłej współpracy - co więcej, współpracy opartej na zaufaniu, a choć trudno w to uwierzyć, taką współpracę korpoludki bardzo sobie cenią.
    A wystarczyło zwyczajnie podpisać umowę...
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak zgadzam się w 100% z przedmówcą, hejt na korpo, pytanie czemu, bo zleceniobiorca też się boi, by nie być wystrychnięty na dudka? Ryzyko zawsze jest z obu stron. Jedynym rozwiązaniem jest sporządzić umowę tak, by wilk był syty i owca cała. Wszędzie są osoby decyzyjne, w byle pipidówie również. Wątpię by szef jakieś nawet małej firmy, pozwoliłby byle komu zarządzać strategia marketingową, a jak już to z pewnością interesuje go na co idą pieniądze. Hejt na korpo w ostatnich czasach, rośnie ale nie z powodu tego, iż jest tam źle, tylko spowodowany jest strachem. Po pierwsze, nieporadne firmy zostaną bezrobotne, bo konkurencja. Potencjalne osoby boją się pracy w korpo, bo jest ciężko i faktycznie trzeba coś potrafić a nie myśleć, że się potrafi. Jedynym i najlepszym klientem o tej pory były zlecenia państwowe, za czasów Platformy Obywatelskiej, gdzie ceny za logo, sięgały zenitu, nawet 75tyś. za Pomorskie. Nawiasem mówiąc nie wziąłbym tego za darmo. A grafik, który wykonał ten polityczny przekręt, powinien być moralnie skończony. Wracając do rzeczy, to rynek jest trudny i nie można winić klienta, za to, że oczekuje lepszej oferty. Ryzyko jest, ale trzeba się zabezpieczać umowami, jeśli firma takowej nie sporządza, to ściema a nie firma, i najlepiej olać.

    OdpowiedzUsuń

TOP