PO PRACY - nowy dział na blogu i 50 km rowerem przez przypadek.

Przymierzałem się do tego kroku już od jakiegoś czasu. Czegoś brakowało mi na tym moim blogu, chyba po części mnie samego. Ktoś jakiś czas temu zarzucił mi, że mój blog jest bezwartościowy, że nabijam - jak to się wyraził "klikabajty", i że ogólnie całość jest, cytuję: "auto-tendencyjna". Przyznam się bez bicia, nie znałem tego określenia wcześniej, choć jakoś zbytnio nie doskwierał mi ten stan rzeczy.
Pomyślałem. Blog auto-tendencyjny...Hmm.  A przepraszam, niby jaki ma być blog?
Przecież to moje miejsce, stworzone przeze mnie i o mnie. O mojej pracy, marzeniach, pasjach i o wszystkim tym, czym mam ochotę się podzielić z czytelnikiem, który z własnej, nieprzymuszonej woli ma ochotę to czytać. Owszem, trochę porad czasem jest, ale nie można zapominać o tym, że ponad wszystko jest to blog, a nie serwis branżowy. Toteż wracając do pierwszego zdania, pomyślałem, że co jakiś czas wrzucę relację z tego, jak spędzam sobie czas wolny. Ktoś powie pewnie, a co mnie to interesuje? No dokładnie. Drogi, potencjalnie oburzony Czytelniku. Jak Cię to nie interesuje, to z końcem tego zdania zakończ czytanie tego wpisu.
Ciąg dalszy dla tych jednak otwartych i ciekawych.

Od razu napiszę, że nie poluję w wolnym czasie na niedźwiedzie, nie uprawiam sportów ekstremalnych, ani nie jestem fanem surwiwalu. Za to bardzo często z moją Drugą Połową eksplorujemy wszelakie zakątki Pogórza Przemyskiego i nie tylko.  Jesteśmy miłośnikami przyrody w jej nienaruszonym kształcie, pięknych widoków, ciekawych miejsc i aktywnego odpoczynku.
Dużo "łazimy" z naszymi psami - nadzwyczaj żwawym buldogiem angielskim Papajem i wszędobylskim, zakochanym we wszystkim, co wygląda jak piłeczka kundelkiem Trampkiem. Bardzo dużo jeździmy rowerami i często zdarza nam się odkryć niezwykłe miejsca w naszej okolicy i nie tylko okolicy, o których istnieniu nie mieliśmy zielonego pojęcia.
Nie rozstajemy się z aparatem, choć ani ja, ani Agnieszka fotografami nie jesteśmy. Nasze wyprawy łączymy również z naszą pracą i kolejną pasją, którą są legendy, ale o tym między wierszami u mnie, a więcej na blogu Agnieszki KalawiaturaZamiastPiora.pl.
Generalnie wszystko co robimy, robimy w myśl zasady "rób to co lubisz, a nie przepracujesz ani jednego dnia" 

Tyle tytułem wstępu do nowego działu.

50 km na rowerze, przez przypadek.


Kilka dni temu pracowaliśmy oboje przy naszym kilkumetrowym biurku w naszej przyciasnawej "pracowni". Była godzina trzynasta z hakiem. Pogoda lekko pochmurna i senna, za jej przykładem sam stałem się senny i zamulony. Po chwili znużenie tak przybrało na sile, że głowa zaczęła mi się kiwać, zupełnie jak tym modnym w latach dziewięćdziesiątych pieskom na tylną półkę samochodów.
Miałem właśnie rysować koncepty do nowego komiksu dla dzieci, ale ciężka, senna głowa za nic nie chciała wypuścić na zewnątrz choćby oparów kreatywności.
Powiedziałem do siedzącej obok, wcale w nie lepszym stanie Agnieszki.
- Chodż się ruszymy gdzieś przynajmniej na 20 minut rowerami, bo ja tu zaraz zasnę na siedząco. Rozruszamy się przynajmniej i za pół godziny wrócimy. Od razu będzie się lepiej pracować.
Jak to mamy w nawyku, bez dłuższego namysłu wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy przed siebie.
Senność szybko minęła, a nogi poniosły nas znacznie dalej niż planowaliśmy. Po jakimś czasie byliśmy już 20 kilometrów od miejsca zamieszkania, a że mało kiedy jeździmy asfaltem, to często tracimy poczucie odległości. Jak się jedzie polnymi drogami lub całkowitymi bezdrożami, takimi jak na zdjęciu poniżej, czasami nie wie się, ile jeszcze się ma przed sobą do przejechania, a ile już się przejechało. Taka podróż bez celu oczyszcza umysł. W jednym momencie, jedynym zmartwieniem staje się droga, reszta nie ma znaczenia. I choć trwa to tylko kilka godzin, dla mnie jest to najlepszy sposób na odmulenie ciała i umysłu.

W pewnym momencie droga polna się skończyła, przed nami dobre dwa kilometry wertepowatym pastwiskiem.

Spontaniczny wypad na rower, na rozruszanie kości, skończył się spędzeniem sześciu godzin na rowerze i pokonaniem pięćdziesięciu kilometrów bezdrożami. Po powrocie, z wypoczętym umysłem spędziłem wieczór opracowując nową postać do komiksu dla najmłodszych. Praca poszła jak z płatka.
A Wy ? Jakie macie sposoby na "krótką" odmulającą przerwę w pracy ?


 


1 komentarz:

TOP