Nauczyłem się odpoczywać! Zajęło mi to 10 lat.


Nieskromnie mówiąc, uważam się za dość pojętnego człowieka. Zawsze łatwo przyswajałem nową wiedzę, nowe technologie i ogólnie mówiąc, mam parcie na rozwój osobisty. Uważam, że to klucz do przetrwania na wolnym rynku przez długie lata jako artysta - freelancer, czy jak tam kto woli to nazywać. Bycie freelancerem ma swoje wady i zalety, dziesiątki blogerów już o tym pisało, więc nie będę się nad tym rozwodził. Jest jednak jedna rzecz, która doskwierała mi już od dawna i uznałem, że warto się na tym pochylić i podzielić wnioskami z wami. Mianowicie nie potrafiłem wrzucić na luz, innymi słowy, nie potrafiłem odpoczywać. Nawet jadąc nad wodę czy w góry, zabierałem ze sobą pracę w postaci szkicownika. A nuż przyjdzie mi pomysł na ilustracje. To był błąd i zaraz napiszę dlaczego.

Czym jest praca artysty, freelancera? Dla mnie to wolność. Od czasu do czasu trafi się klient, któremu się wydaje, że bez niego nie będę w stanie funkcjonować, ale całe szczęście tylko im się tak wydaje. Od dawna staram się pilnować, by nie popaść w pułapkę tak zwanego klienta strategicznego. Jest to błąd wielu freelancerów, ale o tym kiedy indziej. A czym jest ta wolność, którą daje mi praca rysownika, freelancera? Okazało się, że jest też brakiem limitów, a brak limitów okazał się być na dłuższą metę bardzo zły. Czemu zły? A no temu, że od kiedy pamiętam mój umysł i cała moja energia są permanentnie w pracy. Przez ostatnie niemal 10 lat nie miałem wolnych dni, wolnych weekendów czy wakacji. Nigdy nie miałem problemów z pracą w niedziele, nie miałem problemów z odbieraniem telefonu od klientów po 22-ej. Takie przyzwyczajenia sobie utarłem i tego nauczyłem też klientów.
Paskudna sprawa. Owszem są klienci, którzy sobie bardzo cenili możliwość takiej współpracy, ale ten fakt nigdy nie przełożył się na dodatkowe zyski, więc dla mnie wcale nie było to takie super.
Zacząłem czuć się tym zmęczony.Ciągła presja, brak chwili bez myślenia o dziesiątkach projektów... To naprawdę męczyło.

Rozwiązanie było drastyczne, ale chyba tylko w taki sposób mogłem się od tego odciąć. Pewnego piątku stwierdziłem, że o 17-ej wyłączam komputer i odcinam się od pracy. Coś, co wydawało mi się być mega trudne, okazało się prostsze, niż sądziłem. Odebrałem przez tamten weekend - pamiętam - jeden czy dwa telefony. Oświadczyłem klientom, że jestem na weekendowym wypadzie i zadziałało. Nikt się nie oburzył, nikt nie miał pretensji, każdy życzył mi udanego weekendu twierdząc, że sprawa może poczekać do poniedziałku. Było to już trochę temu, ale od tamtego czasu umiem odpoczywać.

Trochę dłużej zajęło mi nauczenie się niemyślenia o pracy przez te dwa dni. Oddzielenie czasu pracy od czasu odpoczynku w sferze psychiki było naprawdę trudne. Łapałem się na tym, że miałem ochotę siąść do własnych, autorskich projektów, ale one też eksploatują umysł, męczą tak samo jak projekty komercyjne. Należało postawić jasną granicę. Czas na pracę jest czasem na pracę i nie można go rozmydlać i zakłócać jakimiś bzdetami. Ale czas odpoczynku jest równie ważny i nawet samo myślenie o pracy sprawia, że nie rozluźnimy się, nie zrelaksujemy. Niby spacerujesz po leśnych ścieżkach, oddychasz świeżym powietrzem, ale głowa cały czas jest w pracy. To jest naprawdę złe.

Przezwyciężenie tego przyzwyczajenia wymagało czasu, ale udało się. Dzisiaj już nie mam takiego problemu. Rezultatem takiej zmiany jest to, że w każdy poniedziałek rano podekscytowany i z zapasem nowej energii siadam do projektów. Swojej pracy nie przestałem kochać, ale było już blisko nieszczęścia.

Pracujcie i odpoczywajcie.


2 komentarze:

  1. "Odebrałem przez tematem weekend" - chyba miało być "tamten"

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Pewnie tak miało być - dzięki, już poprawiam.

    OdpowiedzUsuń

TOP